adm

au
bina
czerwona sukienka
donpepego
fosfor
fró
globus
gram
lekko
malkontentka
marynata
meshuge
midgard
mindelo
missa pagana
mourr
onomatopeiczna
owca
pannakota

savor
stary kawaler
studio ziew
tamandua
tasso
zaczyn
zeszyt
5pm

wulffmorgenthaler





2012
styczeń
2011
2010
2009
2008
2007
2006
2005

27.01.2012 :: 10:10 Komentuj (4)

co prawda dopiero styczeń, ale myślę, że to poważny kandydat na informację roku: będę miała rodzeństwo, tato zaliczył wpadkę, o! dziwnie, ale fajnie.




21.01.2012 :: 01:24 Komentuj (14)

  • liczba godzin przepracowanych od poniedziałku: 55-60,
  • liczba wybitnych książek skończonych w tym roku: 1,
  • liczba przypadków zmarszczenia brwi z powątpiewaniem w ostatnim tygodniu: 6,
  • liczba piosenek lykke li, na którą mnie coś naszło, wysłuchanych na youtubie w ostatniej godzinie: jakieś 10,
  • liczba kieliszków białego mołdawskiego wina przyjętych dziś wieczorem do organizmu: nie liczę.

  • to był ciężki tydzień i przyjemny, spędzony w pojedynkę wieczór. odkładam okulary na komodę i myślę sobie, że jest kilka rzeczy, którymi chciałabym się zajmować w życiu, a wśród znajdziecie na przykład literaturę i muzykę, ale tak ad hoc, bez ciśnienia.




    14.12.2011 :: 13:28 Komentuj (2)

    właśnie zmarł autor książki, którą aktualnie czytam. dziwne uczucie.




    06.12.2011 :: 15:54 Komentuj (5)

    spędziłam dziś łącznie około 20 minut na obłupywaniu lakieru z paznokci, na szczęście takiego w kolorze kości słoniowej, nie krwistego, bo braków tego drugiego nie dałoby się ukryć. strasznie się ostatnio rozdwajają te paznokcie, zupełnie sobie z nimi nie radzę.




    12.11.2011 :: 00:30 Komentuj (3)

    no więc zaczęło się między nami z powrotem nie najgorzej układać. coraz częściej zdarzają się chwile podobne do tych sprzed lat, kiedy moje serce było lżejsze i spokojniejsze, a głowa jednocześnie bardziej i mniej racjonalna. znowu opowiadam mu, jak mi minął dzień, a po obiedzie okupujemy razem kanapę. w weekendy wychodzimy pić alkohol i solidnie wstawieni tańczymy obok baru, wykonując skomplikowane i pewnie dość komiczne figury. nie pamiętam tylko, kiedy ostatni raz powiedziałam mu, że go kocham. myślę, że mógł minąć nawet rok. na szczęście o to nie pyta; może ma na tyle wyczucia, a może mężczyźni po prostu nie zwracają uwagi na takie rzeczy.
    tylko z seksem jest od dawna krucho. ś. nie wzbudza mojego pożądania albo wzbudza je bardzo rzadko. i choć wiem, że męczy go próżnia w tym temacie, tradycyjnie nie robi nic poza czekaniem na zbawienie. a mi aż kipi w głowie. wiem, że powinnam czasem zwyczajnie wziąć go za rękę i zaprowadzić do łóżka, dać jakiś znak, ale przecież już kiedyś o tym mówiłam. ba! powiedziałam nawet przy którejś okazji, że znalazł się ostatnio ktoś, kto powiedział, że mnie kocha. i nic. czasem tylko w tych krótkich momentach między zdjęciem przeze mnie ubrania a włożeniem innego zerka na mnie tym swoim cielęcym wzrokiem i uśmiecha jak nastolatek. niech to szlag. jestem jak pole leżące odłogiem.

    dla pogłębienia poczucia sensualnej beznadziei w filmie, na który jednym okiem zerkam, leci właśnie inertia creeps, a to jeden z tych utworów, które zdecydowanie podnoszą mi ciśnienie.




    22.10.2011 :: 22:40 Komentuj (7)

    mam próżną potrzebę się pochwalić, bo ostatnio wygrałam książkę. i nie wygrałam jej w losowaniu, tylko za wypowiedź pisemną, taką luźną recenzję twórczości michaela cunnighama, a konkretnie jednej z jego powieści. tak się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że chyba nie wygrałam niczego za coś, za wykazanie się jakąkolwiek wiedzą czy umiejętnościami, od czasów podstawówki i ówczesnych konkursów czytelniczych, ortograficznych albo recytatorskich. strasznie mnie to ucieszyło, naprawdę. tym bardziej, że chwilę przed tym, jak natknęłam się na ten konkurs, byłam w księgarni i widziałam tę zdobyczną książkę. chciałam ją nawet kupić, ale ograniczyłam się do pogłaskania okładki i myśli: "poczekam, może od kogoś dostanę".

    [„Godziny” Michaela Cunninghama przeczytałam wiele lat temu, na długo przed tym, zanim z okładki zaczęły na nas spoglądać aktorki grające główne role w ekranizacji powieści. Od pierwszych stron wiedziałam doskonale, że ta książka zostanie w mojej głowie na długi czas. Najpierw oczarował mnie język – obrazowe, niewyświechtane porównania i metafory, życiowe i poetyckie jednocześnie. Uznanie należy się autorowi również za niebanalną strukturę i za fabułę zbudowaną z udziałem postaci rzeczywistych (Virginia Woolf), literackich (Clarissa Dalloway) i pozornie rzeczywistych, choć fikcyjnych (Laura Brown).
    Najbardziej jednak ujął mnie Cunningham umiejętnością nazywania po imieniu rzeczy niewypowiedzianych, takich, które nosimy – w szczególności my, kobiety, bo to o nich w powieści mowa – w sobie. Autor doskonale przedstawia zawiłe procesy myślowe, zahaczając nieco momentami o technikę strumienia świadomości, uładzoną stosowną składnią i interpunkcją. Czytając tę książkę, niejednokrotnie kręciłam z podziwem głową nad trafnością spostrzeżeń, nad tym, z jaką łatwością nazywane są najdrobniejsze nawet, ledwo przemykające pod skórą uczucia, pragnienia, obawy i kalkulacje. „Godziny” są dla tych, którzy wiedzą, czym jest, niekoniecznie uzasadnione, poczucie smutku i wyobcowania. U Cunninghama znajdziecie zrozumienie.]




    22.10.2011 :: 22:21 Komentuj (2)

    w poprzednim życiu mieszkałam chyba w londynie. i chyba dobrze mi tam było. to dość dziwne, że miasto, w którym spędziłam marne cztery czy pięć dni, wzbudza we mnie taką, jakby to powiedzieć, nostalgię. i w sumie wzbudzało ją na długo zanim tam pojechałam, z tym, że teraz większą. nawet irlandzkie cork, w którym mieszkałam łącznie niemal pół roku, tak mnie nie porusza. za każdym razem, kiedy o londynie czytam lub słyszę, odczuwam jakąś irracjonalną tęsknotę za tym miejscem i jeszcze bardziej irracjonalną zazdrość w stosunku do tych, którzy tam są. dziwne, nie?




    19.10.2011 :: 23:21 Komentuj (5)

    pan z monopolowego mnie lekko onieśmiela, do takich mało istotnych doszłam dziś wniosków.




    15.10.2011 :: 00:23 Komentuj (4)

    system: down
    recovery process: initiated
    horizontal mode: on

    a baby demonstracyjnie kaszlące w kolejce do lekarza, żeby pokazać, jak bardzo muszą natychmiast wejść do gabinetu, są doprawdy zabawne.




    05.10.2011 :: 23:13 Komentuj (15)

    i to już chyba jakaś prawidłowość, że los mnie obdarza stałymi związkami z mężczyznami pozbawionymi ambicji i inicjatywy.




    było |